Miasto przestaje być kształtem, a staje się obwodem. W dzień helikopter pokazuje geografię: wyspę między dwiema rzekami, ścianę Midtown, port otwierający się na południu. Nocą geografia znika i zostaje światło — aleje biegnące na północ w prostych liniach bieli i czerwieni, mosty upstrzone światłami sodowymi, wieżowce oświetlone od środka piętro po piętrze i czarne luki tam, gdzie są rzeki i park.
Central Park staje się najbardziej rzucającym się w oczy elementem kadru. To niespodzianka. W dzień park jest zielony i z powietrza niczym się nie wyróżnia. Nocą to czarny prostokąt w środku miasta, które poza tym jest jednolitym światłem, a na trasie przecinającej wyspę przelatuje się bezpośrednio nad nim. Nic innego w Nowym Jorku tak nie wygląda.
Statue of Liberty jest mniejsza, niż się spodziewasz. Oświetlona, samotna, złota na tle czarnej wody, ale to pojedynczy punkt światła, a nie obecność, jaką jest w południe. Jeśli to jej zdjęcie jest powodem, dla którego lecisz, wybierz lot za dnia.
Fotografowanie staje się jednocześnie trudniejsze i lepsze. Przez szybę, nocą, z ruchomej platformy, bez statywu: większość zdjęć z telefonu wychodzi jako rozmazane światło. Aparat, który utrzyma krótki czas naświetlania przy wysokim ISO, da obrazy, jakich nikt inny na pokładzie nie będzie miał. Zdecyduj, do której grupy należysz, zanim wsiądziesz, bo próba i porażka kosztują cię cały lot.